Nie taka Zemsta Faraona jaką ją piszą – relacja z urlopu w Egipcie + podsumowanie wyzwania

Autor: Przemysław
Nie taka Zemsta Faraona jaką ją piszą - relacja z urlopu w Egipcie fot. Free-Photos/pixabay

Jest taki okres w ciągu roku, który uwielbiam najbardziej. Żona, czas wolny, beztroska oraz… Urlop! A jak urlop to tak się utarło w naszej rodzinie, że staramy się zawsze odwiedzić coraz to nowe miejsca. Listopad dla nas okazał się bardzo łaskawy i mogliśmy na całe dwa tygodnie zamknąć nasz interes, by móc w pełni skoncentrować się na wypoczynku.

Jak już wspominałem w ostatnim artykule, okres wakacyjny był świetnym momentem do sprawdzenia swojego samozaparcia – chodzi o wyzwanie, o którym pisałem niedawno. W skrócie – dla tych, co nie czytali – należy przez 48 godzin odciąć się całkowicie od telefonu, Internetu, mediów społecznościowych i skoncentrować na relaksie, osobach bliskich. Po prostu – zapomnieć o pracy i problemach z nią związanych.

Było to na tyle trudne i jednocześnie wspaniałe, ponieważ nie robiłem tego sam. Moja żona także dołączyła do mojego wyzwania, przez co było mi raźniej i miałem motywację, że „skoro ona może to ja nie potrafię? Potrzymaj mi piwo…”. Wzajemna motywacja kluczem do sukcesu.

Wakacje w Egipcie w listopadzie – Tanie wczasy All Inclusive

Skoro Faraon to Egipt. A skoro Egipt to szybkie wczasy w Hurghadzie. Może to zabrzmieć bardzo płytko, natomiast ja jestem fanem wycieczek organizowanych przez biura podróży od naszej pierwszej zagranicznej wycieczki do Grecji. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Załatwiony transport lokalny na miejscu. Mówiąc krótko – jestem wycieczkowym leniem, który lubi mieć wszystko podane na tacy. Nie zrozum mnie źle – nie mam nic do osób lecących na wczasy na własną rękę i kupujących hotele czy apartamenty online, ale najzwyczajniej w świecie nie chcę tracić czasu. Autobus mi uciekł, taksówka nie przyjechała, próby naciągania na pieniądze w taksówce – to problemy, których nie chcę mieć.

Wychodzę po prostu z nieco innego założenia – szanuję swój czas i po to pracuję cały rok, aby móc pozwolić sobie na wakacyjną beztroskę bez cienia spontanicznych problemów. Mam nadzieję, że mnie rozumiesz w tej kwestii.

Ba! Jestem nawet wielkim fanem kilku podróżników (pozdrawiam Bartka z BezPlanu, Casha z VlogCasha i Romana z kanału Roman FanPolszy), których bardzo chętnie oglądam i śledzę poczynania na bieżąco. Wiem, że podróże kształcą i zgadzam się z tym stwierdzeniem w 100 procentach. Być może zmienię kiedyś zdanie, gdy uda mi się wyrwać spod ofert All Inclusive i zaplanować wycieczkę DIY. Kolejny urlop już w styczniu – kto wie?

Wakacje w listopadzie nie należą do najtrudniejszych, bowiem w średniej półce cenowej nie znajdziemy zbyt wiele destynacji, które będą korzystne pod kątem jakość/cena. Wybór padł na Hurghadę z kilku powodów:

  • bezpośredni lot
  • transfer dom <> lotnisko trwa mniej niż 2 godziny
  • transfer lotnisko docelowe <> hotel trwa 20 minut
  • ciepło nawet w listopadzie, nie lubimy strasznych upałów
  • przyzwoita cena za fajny hotel (gorąco polecamy!)
  • nigdy nie byliśmy w Egipcie
  • zawsze chciałem zjechać na nartach na Saharze (pozdrawiam Cię Michał – szczegóły u niego na blogu) – w sumie tutaj na pomyśle się skończyło 🙂

Blog Nie Twój Interes! to przede wszystkim moje prywatne miejsce w sieci, zbiór wspomnień i przemyśleń. W związku z tym czuję się z tym dobrze, jeśli pokażę Ci odrobinę „prywaty” – chociażby relacji z wyjazdów wakacyjnych. W końcu każdy biznesmen musi kiedyś odpocząć, prawda? Nie zamierzam jednak rzucać tu zbyt pochopnie stwierdzenia, że to także blog podróżniczy – wręcz przeciwnie, Nie Twój Interes! to przede wszystkim blog o biznesie i przedsiębiorczości z elementami lifestyle, podróży, nauki oraz finansów osobistych i finansów biznesowych. Temat podróży traktuj więc proszę jako coś naturalnego na tym blogu.

Steigenberger Al Dau Beach – Hurghada / Egipt – opinie o hotelu

Był to mój pierwszy raz w Egipcie i muszę przyznać, że byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Miła obsługa, normalne traktowanie (a nie jak chodzący bankomat) i życzliwość – cecha, którą cenię sobie najbardziej.

Niewielki (w porównaniu z tymi, w których już spędzałem wakacje) hotel z około 300 pokojami na pokładzie, kilkoma basenami i restauracjami. Generalnie – dobry hotel w spoko cenie. Hotel Al Dau Beach kieruje głównie swoją ofertę do mieszkańców Niemiec. Więc jeśli posługujesz się językiem niemieckim, nie będzie problemu, aby się dogadać. Ale uwaga: na recepcji obowiązuje zasada english only. Dziwne…

Na plus zasługuje obsługa, która już od przekroczenia progu hotelu, dba o gościa. I to bardzo.

Dodatkowo, należy wspomnieć o rezydentach i lokalnych wycieczkach, których także nie brakuje.

Następna moja wycieczka do Egiptu będzie na dwa tygodnie – to już pewne, ponieważ podczas siedmiodniowego pobytu w Hurghadzie nie było dużo czasu na pogodzenie leżakowania i zwiedzania. Udało nam się jedynie wybrać na wyspę Giftun, a dokładniej na jej prywatną część – plażę Mahmya.

Rajska plaża Mahmya (wyspa Giftun) – czy warto?

Plaża Mahmya - wyspa Giftun

Plaża Mahmya – wyspa Giftun fot. marucha/pixabay

Wyspa Giftun to niewielka wysepka położona 45 minut podróży statkiem od portu w Hurghadzie. Cechuje się tym, że woda jest przezroczysta i widać wszystko pod wodą w promieniu 30-50 metrów. Dodatkowo na niewielkiej głębokości możliwe jest podziwianie pięknej rafy koralowej. Rejs statkiem na wyspę Giftun możesz zamówić „u lokalsa” (taniej) lub najbezpieczniej u rezydenta (drożej).

Rezerwując wycieczkę u rezydenta w hotelu, w cenie mamy obiad i napoje w trakcie obiadu oraz zestaw do pływania (maska + płetwy).

Lazurowa woda, piękna plaża oraz rafy koralowe – raj na ziemi. Mahmya to obowiązkowe „place to go” dla wczasowiczów w Egipcie.

Cena? 65 USD. Czas trwania wycieczki 6-7 godzin. Czy warto? Moim zdaniem tak.

Pieniądze, karty kredytowe i płacenie w Egipcie

Przede wszystkim muszę zacząć od tego, że byliśmy bardzo dobrze przygotowani na niespodziewane wydatki oraz problemy rzeczy martwych – zawsze polecam mieć ze sobą gotówkę. My zabraliśmy ze sobą 300 USD z myślą o wykupieniu lokalnej wycieczki dla dwóch osób. Za pamiątki także na wielu stoiskach nie przyjmowano płatności kartą, stąd gotówka to idealne rozwiązanie.

Natomiast jeśli chodzi o rozwiązanie zapasowe to z całym sercem mogę polecić aplikację Revolut. Korzystam od kilku lat, w Europie płacę głównie telefonem, natomiast plastik biorę tylko i wyłącznie na wakacyjne eskapady jako rezerwowy środek płatniczy. Jeśli jeszcze nie masz Revoluta to go polecam – konto założysz klikając w poniższy baner lub w ten link.

Revolut - wielowalutowa karta płatnicza

Revolut – wielowalutowa karta płatnicza / fot. Revolut

Revolut to wielowalutowa karta płatnicza, która działa na zasadzie przedpłat, czyli prepaid. Można ją doładować chociażby za pomocą karty kredytowej (ja tak robię), co jest bardzo łatwe. Płacąc Revolutem płacisz zawsze w lokalnej walucie. Więc dla Polski będzie to PLN, dla Niemiec EUR i tak dalej… A kursy walut? Zawsze giełdowe, dzięki czemu zaoszczędzisz na wymianie walut dziesiątki złotych. A to wszystko do zarządzania przez aplikację w telefonie.

Podobnie jak w Dominikanie, nikt nie lubi jak płaci się kartą, ponieważ to generuje wiele „problemów” dla sprzedawców niewielkich stoisk sprzedażowych. Od zawsze było logiczne to, że najwięcej pieniędzy zbija się na turystach. Turysta = brak paragonu = brak podatku = nieopodatkowany profit = brak prowizji za płatność kartą. Dlatego polecam zabranie ze sobą jak najwięcej jednodolarówek i płacenie nimi za zakupy, bo nie wszędzie zapłacisz kartą. Jeśli planujesz większe zakupy, zastanów się nad wymianą dolara amerykańskiego na lokalną walutę, funt egipski. 1 dolar amerykański to na dzień dzisiejszy ~16 funtów egipskich, a 1 PLN = ~4 EGP.

Odpoczynek, czyli relaks, książki i no stress

7 dni w Egipcie pozwoliło mi naładować akumulatory z nawiązką. Był to beztroski czas, który pozwolił nam między innymi na pokonanie wyzwania, które rzuciliśmy wraz z żoną tuż przed wyjazdem. Zasada była prosta – 48 godzin bez telefonu i cieszenie się sobą.

Z czystym sumieniem możemy powiedzieć – UDAŁO NAM SIĘ!!! Nie było łatwo, bo przyzwyczajenia robiły swoje. To tak, jakby zabronić pić kawę, gdy potrzebujesz pobudzenia. Niby na początku jest źle, potem się przyzwyczajasz i jakoś to idzie. Nam też nie było łatwo, ale mamy to za sobą.

Polecam każdemu taki wewnętrzny reset – pozwala spojrzeć na dotychczasowe życie z innej perspektywy. Gdy jesteś w biegu, codziennie nie masz czasu to możesz porównać życie do wyścigu szczurów. Na pierwszy rzut oka zaprzeczysz temu, ale gdy tylko zajrzysz głębiej i zdasz sobie z tego sprawę – zrób coś z tym. Bo warto.

Wiem już, że będę chciał chociaż raz na jakiś czas powracać do wyzwania offline. Warto się odciąć na chwilę od codzienności i skupić na tym, co ma się pod nosem.

Pozdrawiam serdecznie życząc miłego dnia,
Przemysław.

You may also like

Zostaw komentarz