Offline przez 48 godzin – czy dasz radę przeżyć bez Internetu?

Autor: Przemysław
Offline przez 48 godzin. Czy dasz radę żyć bez Internetu?

Jako młody przedsiębiorca borykam się z wieloma przeszkodami życia codziennego. Nie łatwo jest pogodzić życie prywatne z pracą, tym bardziej, że praca w gastronomii to nie tylko sprzedaż jedzenia, ale także prowadzenie księgowości, kontakt z potencjalnymi kontrahentami, pisanie ofert cateringowych – generalnie pełno niewidocznych obowiązków. W związku z tym, muszę być online także poza godzinami otwarcia lokalu gastronomicznego.

Bardzo ciężko jest wyłączyć się na chwilę, pożyć z rodziną i po prostu zapomnieć o pracy. Prawdę mówiąc, mam w roku jedynie dwie możliwości, aby tego dokonać w 100%.

Jak doskonale wiesz, zajmuję się gastronomią i tutaj jest zupełnie odwrotnie niż w innych branżach. Urlop bierze się wtedy, kiedy inni muszą wracać do pracy lub w przypadku gdy dotyczy to gastronomii sezonowej, w zimę jest kilka miesięcy zamknięte. W moim przypadku, mam urlop dwa razy w roku – w listopadzie oraz w styczniu. To są dwa okresy, w których dzieje się w moim biznesie najmniej. Wtedy mogę bez problemu wziąć urlop (o ironio, powiedział właściciel biznesu :)) i prawdziwie wypocząć.

W mojej rodzinie od zawsze się dużo pracowało. I nie chodzi tutaj o niskie zarobki, które trzeba było podwyższać nadgodzinami, ale o to, że większość rodziny to osoby samozatrudnione i od zawsze było co robić. Są to takie zawody, do których ciężko jest znaleźć odpowiednie osoby. Dodatkowo problemem jest stosunkowo mała miejscowość, z której pochodzę – dobry pracownik do dziś jest jak sztabka złota, ciężko o niego.

Jak już wspominałem w ostatnim artykule o pomysłach na biznes, które testowałem przez ostatnie lata, raczej nie nudziłem się. Od zawsze wiedziałem, że kiedyś znajdę swoje miejsce na świecie i przystopuję, zatrzymam się na chwilę i w końcu coś zacznie sprawiać mi przyjemność i zadowoli finansowo. Do tej pory pamiętam jak pracowałem w jednej z firm trudniącej się pozycjonowaniem stron internetowych, wracałem do domu, a następnie przez 3-4 godziny „klepałem kod” dla klientów. Mówiąc krótko – nie mogłem usiedzieć w miejscu, nie potrafiłem „nic nie robić”.

Z perspektywy czasu śmieję się z tego i jednocześnie wiem, że było to na swój sposób chore zachowanie i był to już zalążek pracoholizmu. Od pewnego czasu staram się jednak stosować w moim życiu ideę slow life, czyli przestać gonić, wyluzować się mimo ogromnej ilości obowiązków ciążących na mojej głowie i zacząć żyć w zgodzie ze samym sobą.

Odizolowanie życia zawodowego i prywatnego to niekończąca się walka, z którą walczą zapewne wszyscy przedsiębiorcy. Stąd powstał także pomysł na mini challenge – korzystając z okazji, że od poniedziałku zaczyna się moje dwa tygodnie wolności, czyli oczekiwany urlop, postanowiłem, że przez 48 godzin pożegnam się z telefonem, internetem oraz szeroko pojętą pracą. 7 dniowy wyjazd za granicą bardzo dobrze mi zrobi, a przy okazji jest to świetna okazja do sprawdzenia się w tym wyzwaniu.

Nie jestem uzależniony od telefonu i internetu, natomiast natłok połączeń przychodzących, wiadomości e-mail oraz smsów z zapytaniem o oferty potrafi sprawić, że momentami jedyne o czym marzę to wyrzucić telefon do kosza…

Podstawowe zasady tego wyzwania:

  • całkowity brak telefonu komórkowego
  • całkowite odcięcie się od Internetu i nowych technologii
  • „wyłączenie się” na pracę
  • poświęcenie czasu rodzinie i bliskim
  • uświadomienie sobie, że praca to nie wszystko
  • pokazanie samemu sobie, że krótki urlop od życia zawodowego to nie problem

… a to wszystko przez jedyne 48 godzin. Niby łatwe, ale czy każdy z nas mógłby sobie na to pozwolić?

W dobie szybkiego Internetu, telefonów komórkowych i tabletów jest to praktycznie niemożliwe. Coraz częściej dzieci mające 12+ miesięcy potrafią operować telefonem komórkowym – mówię tu o takich czynnościach jak oglądanie bajek na YouTube czy przeglądanie zdjęć na telefonie. Szefowie wielkich korporacji także muszą być non stop pod e-mailem lub telefonem, by na bieżąco reagować na zmiany w firmie.

Jest to pułapka, którą sami sobie stworzyliśmy i w którą sami na własne życzenie wpadliśmy. Zaryzykuję tutaj stwierdzeniem – mimo braku porównania – że Internet uzależnia podobnie co narkotyki czy alkohol.

Ten artykuł ma pokazać nam, że są rzeczy ważne i ważniejsze. Praca nigdy nie powinna być na pierwszym miejscu w hierarchii. Rodzina – zadbaj o nią.

PS. Najbliższe dwa tygodnie nie muszę się martwić pracą ze względu na dawno obiecany urlop. Postanowiliśmy wraz z żoną wybrać się na wakacje za granicę. Tam będę miał świetną okazję do wyzwania offline. Myślę, że podobam. Chciałbym to zrobić. Nie tylko dla siebie, ale i dla moich bliskich.

Przez najbliższy tydzień robię także przerwę od bloga – oczekuj mnie ponownie z końcem listopada. Urlop się należy każdemu. Zawsze.

Życzę każdemu z Was, aby tego typu wyzwania były codziennością i nie stanowiły dla Was większego problemu. Mam nadzieję, że i mi się uda tym razem. Relację zdam na pewno.

Pozdrawiam serdecznie i życzę Ci miłego życia,
Przemysław

You may also like

2 komentarze

Michał Pakuła 26 listopada, 2019 - 9:23 am

Gdybym nie musiał pracować online, to pewnie dałbym radę. Zresztą tak mam chyba w każdy weekend, no może poza tym że korzystam z Facebooka. To od niego najbardziej można się uzależnić i zaglądać w telefon przy każdej możliwej okazji – jedząc śniadanie, oglądając film czy czekając na znajomego.

Odpowiedz
Przemysław 2 grudnia, 2019 - 2:17 pm

Cześć Michał,

To prawda – social media potrafią uzależnić. Dlatego staram się do niego zaglądać tylko po pracy, a na telefonie mam wyłączone całkowicie powiadomienia.

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Zostaw komentarz